• Wpisów: 1274
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 6 dni temu, 17:18
  • Licznik odwiedzin: 283 835 / 3126 dni
 
austria
 
Nie jestem jedyna, nie ja jedna wyjechalam z Polski i mieszkam poza granicami. Wyjechalam po fali wielkiej emigracji, z zupelnie innych powodow niz wielu w tamtym czasie. Sama jestem corka emigranta, takiego z czasow przed internetem, skajpem za darmo i sprzed epoki tanich linii lotniczych i ruchu bezwizowego. Moja historia jest nieco inna niz paru innych ludzi, ale nie jakas wyjatkowa.

A jednak bede pisac o sobie, mimo ze wielu emigrantow mysle znajdzie ze mna wspolny mianownik. Albo i nie, co tez jest dozwolone. Emigracja to nie jest spojna grupa.

To, co czuje i mysle, jest moje. Wy mozecie myslec i czuc, jak Wam sie wydaje. Jedno nie przeszkadza drugiemu.

Czesto mysle o sobie, kim jestem. Z jednej strony oczywiscie do glosu dochodzi to, co jest w moim sercu, z drugiej strony to, jak postrzegaja mnie inni, takie odbicie w lustrze.

Jestem lodzianka, choc nie mieszkam w Lodzi, ale nadal w niej zyje ("co ty wiesz o Lodzi, nie stoisz w tych korkach, nie czekasz na tramwaj 15 czy 20 minut, nie mieszkasz w rozrytym miescie!") i staram sie angazowac, nawet na odleglosc. Jestem Polka, choc mieszkam w Austrii. Moje serce "wygrywa Mazurka", spiewam polski hymn w pozycji na bacznosc i chodze na wybory do Ambasady lub Konsulatu RP. Nie zamierzam nigdy zmienic obywatelstwa, bo jest ono zgodne z tym, kim sie czuje. I chce miec PL w paszporcie. Na co dzien (w pracy i domu) nie mowie po polsku, jedynie pisze (w internetach). Polskie dzwieki artykuuje srednio dwa, jak dobrze pojdzie-trzy razy w tygodniu. Rzadko jem dania polskiej kuchni, glownie wtedy, kiedy sobie ugotuje. Minimum jeden urlop w roku spedzam w Polsce-bo chce. Nie chce czuc wewnetrznego przymusu i zewnetrznego nacisku, ze kazdy urlop czy wolne to musi byc Polska. Jesli bede miala dziecko, bede z nim rozmawiac po polsku, nawet jesli to dla wielu Austriakow oznaka, ze nie zintegrowalam sie wystarczajaco ;) Kiedy mowie po niemiecku, mowie po austriacku, czesto dialektalnie, wiec moze jednak troche jestem zintegrowana ;) Czuje wzruszenie, kiedy slysze austriacki hymn i spiewam at nieoficjalny.

Wiem, ze sa wsrod Was tacy, ktorzy uwazaja, nie powinnam glosowac w polskich wyborach. Na ten temat juz rozmawialam i nie chce znowu drazyc. Sa tacy, ktorzy powiedza, ze chocbym sto lat mieszkala w Austrii, nadal bede Polka, pewne rzecz sa niezmienne i ze pewnie dla rodowitego Austriaka zawsze bede Polka. Chce byc nadal Polka z polskim obywatelstwem. Sa tacy, ktorzy maja austriackie obywatelstwo, a czuja sie nadal Polakiem, Serbem czy Turkiem. Sa tacy, ktorzy maja polskie (chociazby druga generacja lub dzieci z mieszanych zwiazkow), a Polakiem sie nie czuja. I nauczylam sie to rozumiec, moze nie tak do konca na plaszczyznie swiadomej, ale czuje, o co chodzi.

Wiekszosc znanych mi Polakow uwaza, ze bycie Polakiem jest na wiecznosc. Ze gdybym nawet miala austriackie obywatelstwo i mowila tylko po niemiecku, ba, czula sie Austriaczka, to bede "tylko" Polka z at paszportem. Ta sama wiekszosc uwaza, ze skoro zyje w AT, powinnam glosowac w AT. Ta sama wiekszosc uwaza, ze polski stroj ludowy, zalozmy taki lowicki, moze zalozyc lowiczanka (ale to tez tylko bardziej jak "przebranie", a nie ubranie, wyjatkiem sa tu moze troche gorale). Ewentualnie Polka. Ale dziewczyna z zagranicy? Never. Tabu.

Jestem Polka, Polka z prawie monolitycznej jezykowo i etnicznie Polski. Jestem germanistka, ale wykarmiona na Hochdeutschu, niemieckim niemieckim, choc tu juz przed germa AT zaczela grac pierwsze skrzypce. Taka przyjechalam do Austrii.

A potem byl Oktoberfest, Wurst i piwo w namiotach. I to pytanie mojego chlopaka at i jego rodziny-czemu nie zalozysz austriackiego stroju ludowego? Nie masz? Kupimy.

Nie, nie, nie.

Dlaczego?

Bo nie jestem Austriaczka? Bo dziwnie bym sie czula, jak by Austriaczka w Polsce miala zalozyc lowicki? A w ogole dajcie spokoj, nie bede sie przebierac. A w ogole jestem z miasta i gdzie mi tam na przasne zabawy chodzic. Dobra, na piwo moge skoczyc, ale nie, nie, bez zadnych Trachtow.

Dzis na Wiener Wiesn vel wiedenski Oktoberfest chodze w Trachcie. Bo czesc mojej duszy jest austriacka. Ale i dlatego, ze wiem, ze Austriacy nie maja nic przeciwko. Wrecz przeciwnie, jest im milo, ze identyfikuje sie z tym, co ichnie i chce byc tego czescia. Tak samo jest ok, kiedy w Trachcie pojdzie Serbka, Chorwatka czy Turczynka. Albo i serbska Austriaczka. Albo turystka Japonka, jesli ma ochote.

Tu sie, mam wrazenie, rozmijaja sie polskie i austriackie wyobrazenia, komu co wolno i kto kim sie moze czuc.

Wsrod znajomych Austriakow, i wiedenczykow, i przyjezdnych z innych landow, i wreszcie mieszkancow innych landow-Austriakow panuje zgoda, ze jestem wiedenka.

Mowie po niemiecku-austriacku (choc niekoniecznie wiedensku, bo moj idiolekt ksztaltowala i Karyntia, i Styria), mieszkam i pracuje w Wiedniu od pieciu lat. Dostaje mieszkanie spoldzielcze (nie mylic z socjalnym) z zasobow Wohnberatung Wien, bo wg wladz i karty meldunkowej wystarczajaco dlugo mieszkam w Wiedniu. Wystarczy.

Nie musze udowadniac rodowodu do x pokolen wstecz. Nie slyszalam tez, zeby "wiedenskim sloikom" ktos wypominal sloikowosc. Sa wiedenczykami (Wiener), bo mieszkaja w Wiedniu, dokladnie tyle to oznacza, choc kazdy jest tam z jakiegos swojego landu i cacy. Fajnie, ze sie czuja Tyrolczykiem czy Karyntczykiem. Ok, nie sa Weana, tymi z dziada pradziada, bo tu, podobnie jak u nas, nie przeskoczysz, ale bycia Wiener nikt nie odmowi.

Ale ja sie jednak waham, nie mysle o sobie, ze jestem wiedenka. Mam z tylu glowy to, takie polskie cos, ze jestem przeciez slojem, chociaz tyle dobrego, ze place tu podatki, bo mam tu meldunek (i wlasciciele mieszkania tez o tym wiedza, nie ma hec, chyba ze mieszka sie inaczej, jak wielu rodakow, ale to inna historia) :D Jesli juz, bardziej identyfikuje sie z dzielnica. I to tez nie ta, w ktorej aktualnie mieszkam, ani nie z ta, do ktorej sie niebawem przeprowadze. I nie jestem jedyna. A tesknie za Karyntia i Klagenfurtem, wcale nie za Styria i Grazem, choc dluzej tam mieszkalam.

Dlatego rozumiem Slazakow. Tych, ktorzy czuja sie Polakami, Niemcami, po prostu Slazakami. Tych, ktorzy godoja i tych, ktorzy w domach rozmawiaja po polsku. Tych, ktorzy czuja sie najpierw Slazakiem, a potem Polakiem. Tych, ktorzy czuja odwrotnie albo w ogole nie gra to dla nich roli. Tych, ktorzy maja dwa paszporty i dwa obywatelstwa. Tych, ktorzy stoja na stanowisku, ze to lamanie prawa, a przede wszystkim gra nie fair. Tych, ktorzy maja ktores obywatelstwo, ale to dla nich czysty papier, nie tozsamosc, poczucie, przynaleznosc, tradycja, przekonanie.

Btw. Austriacy gleboko sie dziwia, ze nie mam austriackiego obywatelstwa. Oni nawet nie pytaja, dlaczego tylko kiedy. No ale na to moje ja mowi "nigdy" ;)

Nauczylam sie pojmowac, ze to bardzo zlozone kwestie, ale najwazniejsze to, mimo tak wielu czynnikow, umiec zdefiniowac sie samemu. Nawet jesli nie calkiem precyzyjnie, bo czesto sie zwyczajnie nie da :) Bp tego, kims sie jest, nie trzeba zamykac w jednym pojeciu. Chyba, ze mowimy o jednym-o byciu SOBA.

A, i jeszcze na koniec. Jestem Europejka.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @fabularium: Ja tez lubie, nawet czesto po tych zaniedbanych widac, jakie to cacuszka!
     
  •  
     
    @Persephone: A.
    To Ameryki nie odkryłam :D
    Szczecin też ma podobne stronki (chyba ogólnodostępną - nie trzeba być zalogowanym na Fb), np.: Kamienice Szczecina.
    Zaglądam czasem w ten sposób do różnych miast, bo lubię kamienice. I lubię, jak się o nie dba :)
     
  •  
     
    @fabularium: Mia100 kamienic to najbardziej sztandarowy program odnawiania kamienic w Lodzi w ostatnich latach :) Juz dawno przekroczylo sto, jest jeszcze Mia100 szkol, podobny program :)

    Ich fb nie znam, bo nie mam fb, ale znam cala akcje bardzo dobrze :)
     
  •  
     
    Trochę obok tematu: znasz takie miejsce na FB?
    www.facebook.com/mia100kamienic…
    :)
     
  •  
     
    @magnolus: Potwierdzam, korzystaja :D
     
  •  
     
    @magnolus: My tu sobie nieoficjalnie rozmawiamy, więc możemy stosować BRD albo BR Deutschland. :)
     
  •  
     
    @fabularium: BRD, jest nie oficjalnym skrotem, nie wiedzialem - a korzystaja z niego nawet urzedy:D
     
  •  
     
    @Persephone: Wiem. No, nie jest to skłamanie, chodzi tylko o konotacje historyczno-polityczne.
     
  •  
     
    @fabularium: Niemcy sami do dzis pisza (nawet na kopertach adresujac) BRD :D
     
  •  
     
    @magnolus: A propos BRD - jakie emocje, jaka Brisanz ;)
    Dziś już nie takie, jak kiedyś, ale...
    de.wikipedia.org/wiki/BRD
    Pozdrawiam!
     
  •  
     
    moge sie podpisac pod wiekszoscia rzeczy, o ktorych piszesz. dalej czuje sie bardziej zwiazana z Polska niz ze Stanami i to juz nigdy sie chyba nie zmieni. Zwlaszcza, ze nie wyglada na to, zebym zostala tu duzo dluzej. I znowu rzuca sie w oczy fakt, ze ktos, kto nigdy nie mieszkal poza granicami ojczyzny nie zrozumie emigranta ;)
     
  •  
     
    ... ja sie czuje jak "cos" pomiedzy PL a BRD i do tego slazak
     
  •  
     
    @Haniya: U mnie to było 2 w 1, chciałam jego i (znowu) Austrię. My się rozstaliśmy,   a AT pozostała:D Diamonds are forever ;)
     
  •  
     
    @Persephone: wiem, ze sa, bo'znam przypadki, choc nie osobiscie
     
  •  
     
    @fabularium: Jak się doczekam dziecka,  to tak na bank będzie.
     
  •  
     
    @pushthebutton: ja tez nie, byloby na pewno do zrobienia, ale chyba byloby m ciezko
    No i nie widze absolutnie potrzeby, moze nie mam high lifu, ale generalnie daje rade

    Tylko jakbym sie zakochala i to tak powazniej, bo raz mialam opcje wyjechac "za miloscią" ale nawet tego nie bralam pod uwage, czyli dupa, a nie milosc to byla ;)
     
  •  
     
    @Haniya: Tacy też są. Na serio, muszę tę książkę napisać wreszcie :) historii mnóstwo
     
  •  
     
    @pushthebutton: Wcześniej było u mnie trochę inaczej, oboje z eksem mieliśmy własną działalność, do wykonywania której potrzebowaliśmy lapka i net. Polska była na zawołanie.

    Odkąd pracuję na etat, jest urlop, ew. nadgodziny do odbioru, wiadomomka, nie te możliwości czasowe.
     
  •  
     
    @Persephone: No dobra. Na razie (Ty, bo ja to po ptokach już) nie masz dzieci. Teraz wyobraź sobie te loty czy podróże pociągiem z dziećmi do Polski. I odwiedziny u cioć. Albo odwrotnie: nie jedziesz, bo dzieci zajęcia mają (szkoła, jakiś klub siatkarski itp.) a Ty za krótki urlop - i pretensje: jak ja dawno swojego wnuka nie widziałam! :)
     
  •  
     
    @Persephone: ale Ty sie nie kwalifikujesz ;)
    Ja mam na mysli osoby, ktore kursują TYLKO kraj ktory zamieszkuje>>rodzinne miasto

    A nawet tego swojego kraju za bardzo nie zobaczyli
     
  •  
     
    @Haniya: dlatego nie chciałabym emigrować
    Bo rodzinę i przyjaciół chciałabym miec pod ręką
    A jednocześnie urlopu mi nie starcza na moje własne cele
     
  •  
     
    @Haniya: Można zapraszać do siebie, ale oni też nie chcą tylko Wiednia ;)

    Z Łodzi nie ma za bardzo tanich lotów do Wiednia. Ani bezpośrednich. Czasem coś się ustrzeli przez Monachium, ale z Monachium też tylko Lufthansa/Austrian. Z Warszawy LOT i Austrian. Czyli normalne linie. Z Łodzi nadal najlepiej autobusem, bo bezpośrednio lub autem. Pociąg też niet-albo z Warszawy, albo Częstochowy.
     
  •  
     
    @pushthebutton: mozna zapraszac do siebie, poza tym zyjemy w epoce tanich lotow, no kupic 3 razy w roku bilet na weekend to chyba nie problem dla nikogo, a juz na pewno nie dla kogos zarabiajacego w euro

    No ja nie neguje, pisze ze swojego punktu widzenia, sa kwestie, ktore mnie nieustannie zadziwiają, ale kazdy zyje ak chce i soedza wakacje jak mu sie podoba
     
  •  
     
    @Haniya: Ja Euro tak, świat nie. Szanuję odmienność, ale obywatelką świata nie jestem.

    Wybory-mieszkając w Wiedniu-prosta sprawa, metro i już się jest. No dobra, trzeba dopisać się wcześniej do spisu wyborców,  ale to już przez neta.

    W Grazu było trudniej-tam jest tylko konsulat honorowy, żadnych wyborów. Jeździłam do Wiednia, ale uważałam, że tak trzeba i to było ok.
     
  •  
     
    @Haniya: Z jednej strony głupota, ale z drugiej strony gdybym mieszkała w Polsce, to rodzinę miałabym na co dzień, pod bokiem. Przynajmniej mamę, brata i babcię  (ojca i jego rodzinę pomijam, nie roztroję się ;) ) lubię się spotykać z rodziną, ale staram się wybierać złoty środek-jak jestem w PL, to razem gdzieś jedziemy albo trzy dni w Łodzi, a reszta zwiedzanie PL (i to ten moment, kiedy nie zaspokoi się wszystkich znajomych... "byłaś w Polsce,  a nawet się nie odezwałaś"). Albo w ogóle spotykamy się w Wiedniu/Lodzi i razem jedziemy gdzieś dalej (odkąd jestem sama), ostatnio Grecja via Serbia i Macedonia. Ale  ostatnio pobyt w Łodzi to była codzienna pielęgnacja nogi babci.
     
  •  
     
    @Haniya: z tymi wakacjami to tez trudna sprawa - no bo masz ograniczony urlop a rodzinę i przyjaciół chcesz zobaczyć
     
  •  
     
    A co do ostatiego akapitu
    To ja chyba nie jestem europejką, ani obywatelką swiatatym bardziej ;)
    Jakos tak sie nie umiem zasymilowac :D
     
  •  
     
    @Persephone: ale ja nie mam njic przeciwko, mi by sie chyba po prostu nie chcialo jezdzic do ambasady, zeby zaglosowac :)

    A wakacje chodzi mi oto, ze kazde wolne to polska, np siostra cioteczna kolezanki (obydwie mieszkają w uk)
    Jezdzi do polski co roku na dwa tyg posiedziec w domu babci oprocz tego kazde inne wolne tez w polsce, no nie ogarniam, cala anglia do obejrzenia, taka piekna, a ona siedzi w tej chacie i pierdzi z mamą w stolek
     
  •  
     
    @Coel: Daj znac :) O, prosze :)

    @Haniya: Z glosowaniem nie chce mi sie wyjasniac, wyjasnialam kiedys, w skrocie interesuje sie, wiem, moja rodzina tam zyje, inwestuje kase, poza tym nie wykluczam definitywnie powrotu.

    Z ta Polska w wakacje to czesto fakt, ze jada zobaczyc sie z rodzina, ze babcia/dziadek, ze ktos chory i niedomaga, ze sprawy spadkowe, ze chrzty/sluby/pogrzeby, ze ciocia, ze znajomi, ze wolne w sweita, ze dziecko w Polsce. Mnostwo motywow.

    Tez znam takie przypadki, ale mi byloby szkoda szansy na dwujezycznosc.

    Mnie "zmusila" milosc (nie ekonomia), ale podwojna-do AT i do mojego (juz niestety) eksa.
     
  •  
     
    @Haniya: Nie mam takich potrzeb. :D
     
  •  
     
    @fabularium: ale oni nawet nie zwiedzają tylko lecą na 2 tyg do polski i siedza z rodziną, fajne wakacje :)
     
  •  
     
    @Haniya: Podobnie myślę. Szcególnie co do wakacji. Znam Polskę dość dobrze i raczej planuję urlopy w ciekawych rejonach Niemiec (na początek). A jest co zwiedzać.
    Głosowanie... Moje głosowanie to jak głos wołającego na puszczy, mam wrażenie. Nawet choćby to na prezydenta Szczecina. Specjalnie przyjechałam z Niemiec, by zagłosować (wyjazd był dość nagły), a tu i tak wybrali na trzecią kadencję tego samego kolesia-niedojdę...
    Nie czuję, przestałam po prostu czuć wpływ na sprawy miasta, kraju... Nawet nie mam wyjścia - obojętność musi zwyciężyć, bym nie psuła sobie nerwów. ;)
     
  •  
     
    U mnie brzmiałoby to tak: pozdrawiam, szczecinianka (jednak). Pomorzanka to za szerokie pojęcie - w zasadzie zbyt mało definiuje.
    Dlaczego nie Polka najpierw? - jestem, jestem Polką, ale (vide mój komentarz pod cz. 1), ułomną bardzo (religijnie, światopoglądowo itd.).
    Teraz gdzieś w niemieckiej przestrzeni poruszam się wraz z mężem i zobaczymy, co i jak intensywnie 'uczuje się' względem obcej ziemi.
    (nić porozumienia nawiązana już jakiś czas temu :) ).
     
  •  
     
    @Persephone: Mam w Czerwionce rodzinę ;) Mój narzeczony jest z Radomia, ja z Rudy Śląskiej, jednak on zdecydował, że chce tu przybyć. Cały czas przyswaja śląskie słówka i idzie mu naprawdę nieźle :)
    Tak swoją drogą, dzisiaj sprawdzał Polskiego Busa do Wiednia, więc... kto wie, może na Ciebie wpadniemy ;)
     
  •  
     
    ...kocham warszawe, kocham w niej mieszkac i sie na pewno nie zapowiadaja zadne zmiany, wiec moge sobie tylko gdybac
     
  •  
     
    1. Nie rozumiem za bardzo glosowania poza granicami kraju, ale tez nie mam nic przeciwko
    Nie chodzi mi tu o kwestie typu "nie wiesz co sie w kraju dzieje, i tu nie mieszkasz, to nie glosuj, bo ciebie to nie dotyczy" Nie
    Ja mam chyba inne podejscie, jakbym wyjechala to chyba ta polska by mnie po prostu za bardzo nie interesowala, nawete
    iszkajac tu zmuszam sie do glosowania, bo czesto mi sie nie chce
    2. Ja wlasnie nie rozumiem tego spedzania kazdego urlopu w polsce przez niektorych emigrantow, zamiast gdzies wyjechac i cos zobaczyc to polska, polska, polska, no super, ja moze raz na rok bym przyleciala zeby odwiedzic znajomych, a jak wakacje to tylko palmy i morze
    3. Nie wyobrazalabym sobie nie uczyc mojego dziecka jezyka polskiego, niezaleznie od tego w jakim kraju bym mieszkala i jakiej narodowosci bylby ojciec, ale rozumiem, ze ktos nie czuje potrzeby, a znam takie przypadki
    4. Ale nie bylam i nie bede emigrantką, chyba tylko milosc moglaby mnie zmusic do wyjazdu z kraju, bo kocham
     
  •  
     
    @Coel: Czesc mojej rodziny to Slazacy, a wujek-brat mojej babci-przeprowadzil sie na Slask, jak poznal swoja zone-Slazaczke :) A my, to zawsze bylismy ci z Centrali :)

    Btw., juz jak mialam osiem lat i bylam na Slasku (Czerwionka-Leszczyny), bylam swiadoma odrebnosci/innosci/autonomii Slaska. Zaczelam pisac slownik pod jakze wymownym tytulem "Slownik jezyka polskiego, ale nie naszego" :D Mial cale cztery hasla: "kaj", "pojdz ino", "kolo" i "rzyc" (to ostatnie podpowiedziala mama, tlumaczac "pupa") ;)
     
  •  
     
    Pozdrawiam, Ślązaczka ;*