• Wpisów: 1275
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 32 dni temu, 22:09
  • Licznik odwiedzin: 285 965 / 3188 dni
 
austria
 
To dlugi, dlugi tekst. Ostrzegalam :D

Przeczytalam dzis wywiad ksiazki.onet.pl/(…)cs894m…
Oraz niedawno inny, ze Szczepanem Twardochem.

Od samego wywiadu ciekawsze sa komentarze. Nie dlatego, ze sa wielce odkrywcze, ale dlatego, ze sklaniaja do refleksji nad tym, jak indywidualnie sa niektore kwestie postrzegane.

Odejdzmy na moment od Slaska. Skupmy sie na tzw. "tutejszych" i "przyjezdnych". W jezyku polskim pojawilo i zadomowilo sie, po czesci dowcipne i familiarne, po czesci wypowiadane z niechecia i przekasem, pojecie "sloik". Najczesciej w odniesieniu do mieszkancow Warszawy, ktorzy zycie zawodowe zwiazali ze stolica, ale ktorzy maja korzenie gdzie indziej, najczesciej na wsi i (mniej lub bardziej czesto) jezdza w odwiedziny oraz (stereotypowo) przywoza mamusine czy babcine przetwory. Sloik to ktos, kto nadal zameldowany jest u siebie (tu dochodzimy do polskiego kolorytu i tego, czy wlasciciele wynajmowanych mieszkan w ogole chca meldowac), czesto nie placi podatkow w Warszawie i jezdzi na pozawarszawskich blachach. Czasami mowi sie tez o tych osobach warszawianin, w odroznieniu od warszawiakow, takich z dziada pradziada. Jak daleko genealogia musi siegac, zeby zasluzyc na miano warszawiaka, nie wiadomo, ale z moich obserwacji wynika, ze trzeba sie wykazac plus minus przynajmniej rodowodem przedwojennym, zeby moc w ogole miec prawo glosu.

Na Slasku sa gorole, troche takie sloiki, ludzie, ktorzy nie sa Slazakami z dziada pradziada lub ich potomkowie, osoby, ktore czesto przeprowadzily sie na Slask dopiero po wojnie, kiedy mozna bylo dostac prace w gornictwie. Oprocz tego sprawa na Slasku komplikuje sie jeszcze bardziej, bo Slask sam w sobie jest podzielony (historyczna stolica Slaska byl przeciez Wroclaw, a dzis to zaledwie Dolny Slask), ponadto panowania roznych narodow, zwyczaje, jezyk, wplywy odcisnely swoje pietno, a podzial na Slask Gorny, Dolny, Opolski, Cieszynski (ktory rozbity jest granicami) tez robi swoje.

Mozna by dumac nad tym, czym jest identyfikacja z mala ojczyzna vel Heimatem, co to poczucie przynaleznosci (w przypadku Slaska tez narodowej) i jak mozna je zdefiniowac oraz kto ma prawo oceniac i wydawac sady, ze jest tak, a nie inaczej, wreszcie czy obywatelstwo=poczucie przynaleznosci, ale nie o tym dzis chcialam. Troche przydlugi wstep, ale wszystko to sklonilo mnie do samorefleksji i to o tym chcialam dzis napisac. Teraz bedzie prywata :)

Jestem z Lodzi, tej Lodzi czterech kultur, w ktorej do dzis widoczne sa slady rosyjskie (bo administracja carska), zydowskie (Poznanski, jego imperium i caly szereg innych fabrykantow), niemieckie (Scheibler, Geyer i mnostwo innych). Lodzi dwoch wojen swiatowych.

Czuje sie lodzianka z krwi i kosci, mimo ze nie dane mi bylo urodzic sie w Lodzi (w polowie lat 80. szpital rejonowy dla Lodzi Gornej byl w Pabianicach, nie bylo jeszcze CZMP i dlatego do mojej daty urodzenia nieodlacznie przyczepione sa Pabianice. Nic nie mam do Pabianic, ale Lodz po prostu przez to nigdzie w mojej urzedowej historii nie figuruje i pani w amsabasadzie, podczas wyrabiania paszportu, zapytala mnie, czy czesto jestem w Pabianicach <dotad trzy razy liczac narodziny>. Chciala byc mila, a mi zrobilo sie tak przykro). Dwadziescia trzy lata, odkad wyszlam w pabianickiego szpitala, spedzilam w Lodzi. Wg takich czy innych ocen nie wiem, czy mam prawio czuc sie lodzianka, bo raz ze nie dane mi bylo nawet przyjsc na swiat na lodzkiej ziemi, a dwa, ze moja rodzina tez nie jest taka od pokolen lodzka. Babcia i dziadek ze strony ojca pochodzili z woj. wielkopolskiego (a wlasciwie Ziemi Kaliskiej), ze strony mamy historia siega jedno pokolenie dalej, bo juz prababcia i pradziadek mieszkali na terenie obecnej Lodzi (choc i w centrum Lodzi i juz poza tamtejsza Lodzia, bo Stoki to byla wowczas podlodzka wies). Ich rodziny byly z Mazowsza. A trzy, ze jak sie uprzec, to nawet Polka nie moge, na tym komputerze nie mam nawet polskich znakow i nie, nie moge ich tu wlaczyc (za co mimo wszystko przepraszam) :D

Ale tlumacze sobie, ze skoro Scheibler, moim zdaniem najwiekszy lodzki fabrykant (ktoremu zreszta zlozylam hold moja praca mgr), byl obywatelem holenderskim, ewangelikiem, ktory przyszedl na swiat w wowczas pruskim i nadrenskim, ale przygranicznym miasteczku, zanim przejechal do Lodzi (pod zaborem rosyjskim) poniewieral sie po Anglii i Austro-Wegrach, z tego, co wiadomo, nie mowil po polsku (zreszta w tamtych czasach byl to zabor rosyjski), a nic nie przeszkadzalo mu zostac wybitnym lodzianinem, to ja jak najbardziej moge tytulowac sie lodzianka.

I tytulowalabym sie nawet, gdyby komus to nie pasowalo. I bede lodzianka nawet, jesli do konca zycia bede mieszkac w Austrii. Dlaczego? Bo tak czuje. I to dla mnie jedyne kryterium.

Tu przechodzimy do nastepnego punktu. O tym, jak postrzegaja mnie Polacy teraz, po tych latach spedzonych w Austrii, jak postrzegaja mnie Austriacy z roznych landow, wiedenczycy z dziada pradziada i wiedenskie "sloiki", przyjezdni majacy obywatelstwo austriackie i jakie widze roznice miedzy polska a austriacka perspektywa i podejsciem do "obcych", zarowno tych z innych landow jak i z zagranicy.

Cdn. rozstrzele to na minimum dwa wpisy, bo na raz za duzo, a w sumie temat rzeka, mozna by pisac i pisac.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @fabularium: Mało znam historię Szczecina, ale znając jego położenie mogę się domyślać.

    W Łodzi ten powrót do korzeni to też nie taka długa historia. Po wojnie Łódź miała być miastem robotniczym, więc demonizowano przeszłość, fabrykantów-burżujów, z willi fabrykanckich robiono przedszkola, kamienicom redukowano  elementy ozdobne, wieżyczki, finezję, mnóstwo jest takich oszpeconych kamienic, teraz im się na podstawie zdjęć i obrazów odtwarza detale.
     
  •  
     
    *rozkmnina

    Pisanie z tel. ssie. Napiszę, jak będę w domu.
     
  •  
     
    @Haniya: @pushthebutton: Mój kolega at mieszka przy granicy z Czechami. Drewno kupuje w Czechach, choć znam takich at, gdzie żadna cena ich nie przekona i wolą swoje. Tak samo z choinkami, co roku jest rozumiana,  czy te z atestem to na pewno austriackie ;)
     
  •  
     
    @Haniya: drewno warszawskie z dziada pradziada ;)
     
  •  
     
    @Persephone: Wielokulturowa Łódź... A Szczecin to taki przecięty w roku 1945, a samo cięcie niepewnie takie...
    Dla wielu szczecinian do niedawna jego historia sięgała właśnie `45 r.
    To co przed, to tabu jakieś było. Wystarczyło nazwać Hakenterrasse Wałami Chrobrego ;)
    Niby portowe miasto, takie okno na świat w latach 70., a obcokrajowców i tak jak na lekarstwo było i chodzili sobie znanymi (rozrywkowymi) drogami. ;)
     
  •  
     
    No chyba w warszawie nie kupisz warszawskiego drzewa :)
     
  •  
     
    @pushthebutton: oj tak ale oni jezdza i pakują do samochodu, rąbia na dzialce dziadka czy cos
     
  •  
     
    @Haniya: no i nie jezdzę po nie :)
     
  •  
     
    @Haniya: drewno do kominka tez zamawiam gdzies z Lubelszczyzny, choc nic a nic mnie z nią nie łączy ;)
     
  •  
     
    @Haniya: jako że jestem dobrym człowiekiem to współczuję rozdarcia - narzekania na to straszne miasto i strasznych ludzi, jednoczesne staranie sie by dziecko było tym wstrętnym warszawiakiem i chwalenie sie w rodzinnych stronach "bo u nas w Warszawie..."
     
  •  
     
    Całe życie mieszkam na śląsku i nigdy nie czułam się ślązaczką i nie czuje się nią i dzisiaj. Moja rodzina została przesiedlona ze wschodu, wielu ich znajomych zamieszkało w tych samych wsiach, więc można powiedzień, że utworzyli tutaj takie społeczności jak tam. W moim mieście jest wiele takich rodzin, nikt tutaj nie mówi w gwarze, chociaż dookoła są też "śląskie wioski" gdzie nazwy są podwójne a i ludzie mówią gwarą. Nigdy nie celebrowano tutaj śląskości, ani w szkołach ani w społeczności. Także miasto się nie czuje śląskie, rozmawiałam z znajomymi na ten temat i też nie czują się ślązakami.
    W pierwszej kolejności czuje się Polką, na drugim planie jest ta dziwna więź z Wołyniem, na którym nigdy nie byłam, mało o nim słyszałam od rodziny (bo to nadal boli) ale przecież moja rodzina żyła tam przez pokolenia.
     
  •  
     
    @Haniya: Tu akurat tu tez tak jest, bo w Wiedniu jest drozej niz chociazby w Krems czy nie wiem, Wiener Neustadt (np. naprawa samochodu do przegladu, zmiana opon- Austriacy tez jezdza poza Wieden ;) dentysta moze nie, bo wszedzie drogi w ciul, nawet na kase ;) )
     
  •  
     
    @Persephone: no bo zwiazana jestes z łodzią
    Tez by mnie bolalo jakbym miala miejsce urodzenia do ktorego nic "nie czuje"
     
  •  
     
    @Haniya: Ja mam Pabianice w akcie urodzenia, dowodzie, paszporcie i wszystkim i boleje ;)
     
  •  
     
    @pushthebutton: i do fryzjera chodzą do rodzinnego miasta
    I kosmetyczki
    I znam przypadek gdzie po drewno na opał do kominka jezdza do siebie, serio serio :D
     
  •  
     
    @pushthebutton: Sama zawoze buty do szewca w PL :D

    Glupio zapytam, bo tu idzie po meldunku, a w Polsce mieszkalam tam, gdzie bylam zameldowana-skad Urzed Skarbowy wie, kto mu podlega, skoro jest miejsce zamieszkania?

    Ja mam stary dowod. Popraw mnie, jesli sie myle, ale czy to, ze w dowodzie (podobnie jak w paszporcie) nie ma wydrukownego adresu rowna sie temu, ze tam go nie ma? Na tym pasku zakodowanym? Skladajac wniosek o paszport (tutaj) tez musialam podac adres i nie wydaje mi sie, ze to tylko po to, zeby powypelniac formularz. Ale mowie, nie jestem ekspertem.
     
  •  
     
    @pushthebutton: o tak, to rodzenie w wwie to jest kosmos, calą ciaze siedzi  mamusi w raciborzu, bo kto sie zajmie nia lepiej niz mama w rodzinnym miasteczu, ale rodzic jedzie do wwy, mimo, ze w powiatowym szpitalu pracuje wuj stanislaw i ciocia jola i mialaby chody, ale nie bedzie warszawy w akcie urodzenia :) tej zlej warszawy
     
  •  
     
    @Persephone: nie, rozliczac sie mozesz gdzie chcesz, niezaleznie od miejsca zameldowania
    Z tego co widze to miejsce zameldowania nie ma zadnego znaczenia, wszedzie istotne jest miejsce zamieszkania
    No chyba ze w kwestii wyrabiania dokumentow czy rejestracji samochodu, tu juz liczy sie meldunek, ja jako osoba zameldowana na warszawskim bemowie nie wyrobie sobie dowodu osobistego na warszawskiej woli ( chyba ze cos sie zmienilo)
    Ale juz paszport, ktory wydaje wojewoda, tu juz moge w calym mazowieckim (albo nawet calym kraju, nie wiem nawet)
    No i samochd, jaki masz meldunek, takie dostajesz blachy
    Tez chyba

    Chyba chyba, chyba, no to sie wypowiedzialam :D
     
  •  
     
    W kwestii formalnej - właściwość urzędu skarbowego ustala sie wg. miejsca zamieszkania a nie zameldowania
    Dwa - w nowym dowodzie nie ma adresu

    Zgadzam się co do tego, że najważniejsze co się czuje

    I rozumiem Haniyę - czuje tak samo - najgorsze jest to plucie na miasto przez przyjezdnych, jakieś dorabianie teorii do własnego nieszczęścia

    Tu, w W-wie, nikt nie rozlicza z przodków, naprawde nie musimy sie legitymować wystarczajaco długą linią. Nikt na to nie patrzy - no moze przyjezdni ;) i za wszelka cenę chcą rodzic w W-wie, choc do szewca buty zawiozą w rodzinnym mieście ;)
     
  •  
     
    @Haniya: Ciekawa masz tez historie :)

    Z tym obowiazkiem meldunkowym, niby nie ma obowiazku, a jednak jest (sama  cos o tym wiem, to nie takie proste ;) A ze glupio pojade, ale przynaleznosc do parafii to jeszcze inna inszosc, ostatnio mialam przyklad, to w niektorych sytuacjach tez potrafi byc problem, zwlaszcza dla wierzacych ;) ).

    To nie do konca takie proste. A czy przypadkiem wlasnie przynaleznosc do urzedu skarbowego nie laczy sie z miejscem zameldowania (a nie zamieszkania)? Podobnie jak mozliwosc odbierania poleconych w PL, jesli w dowodzie nie jest TEN adres?
     
  •  
     
    @fabularium: Utozsamiam sie z Polakami i dlatego tym bardziej wkurza mnie glupota wlasnej kuwety, bo glupota wkurza zawsze, niezaleznie od narodowosci.
     
  •  
     
    Za to ze sloikami sprawa ma sie tak, ze nie musza sie przeciez meldowac, no kto normalny zamelduje obcą osobe, to nie prl, nie ma obowiazku meldunku, przeciez wszedzie sie podaje dane do korespondencji
    Niech sie po prostu w warszawie rozliczaja a nie u siebie na wsi, tak chyba by bylo w porzadku
    Dochodzi jeszcze nienawisc do wrszawy i warszawiakow, no nie fajnie jak ktos wiesza wszystkie psy na miescie, ktore mu daje na chleb, na miano sloika, takiego wypowiadanego z pogardą trzeba sobie zapracowac ;)
     
  •  
     
    @fabularium: Rozumiem, o co Ci chodzi, widze, jak piszesz o Szczecinie.

    Ja czuje sie spadkobierczynia tej wielokulturowej Lodzi, z tym calym wspolistnieniem roznych grup (choc to tez nie taka bajka i idealne wspolzycie, nie czarujmy sie, pracownik byl pracownikiem, fabrykant byl fabrykantem, pracownik administracji byl pracownikiem admin.).

    Czuje sie lodzianka dumna z Lodzi, coraz dumniejsza (bo widze, ile sie zmienilo, jak kryzys postkom zostal przezwyciezony, jak sie robi coraz piekniej i jednak dostatniej), ze i lodzianie sie obudzili z letargu, doszli do ladu i pokochali swoje miasto (#kochamlodz czy historia z lodzkim menelem ;) ), choc, jak to w milosci i zwiazku, nie wszystko idzie zawsze tylko dobrze ;)

    Czesto w Wiedniu mam lodzkie flashbacki (glownie architektoniczne; choc oczywiscie to Wieden byl inspiracja dla Lodzi, a nie odwrotnie).
     
  •  
     
    Urodzilam sie i wychowalam w warszawie i czuje sie 100% warszawianką, mimo, ze tylko w 1/4 moja rodzina pochodzi z wwy z dziada pradziada (dziadek od strony mamy, urodzony i wychowany na warszawskim powislu, podobnie jak wiele pokolen wstecz)
    Mama tez sie urodzila i wychowala w warszawie, ale juz babcia pochodzi gdzies z okolic wyszkowa (okolo 50 km od wwy)
    Z ojcem #toskomplikowane bo dziadek byl pilotem i ojciec sie urodzil kiedy akurat mieszkali w dęblinie, wiec miasto urodzenia ma lublin, ale wychowywany na warszawskiej pradze, za to jego rodzice czyli moi dziadkowie sa z trójmiasta
    Mi to wystarczy ;)
     
  •  
     
    Ciekawy temat i rzeczywiście jak rzeka... :)
    Moim zdaniem najważniejsze jest to, kim się czujemy. Po prostu.
    Gdybym sie do Warszawy przeprowadziła, to ze względu na dziadka może zasłużyłabym na miano warszawianki :)
    Czuję się szczecinianką, ale wnerwioną na swoje miasto, zawiedzioną niemal wszystkim, co sobą współczesny Szczecin przedstawia.
    Najpiękniejsze miasto żyje we mnie, we mglistych wspomnieniach z dzieciństwa oraz na kartach historii, tej przedwojennej (najlepiej jeszcze tej sprzed I wojny św.).
    Tamten Szczecin/Stettin był mój nawet jeśli nie mój ;)
    Dziwne, ale mało czuję polskości w sobie. Raczej tę szczecińskość właśnie.
    Nie potrafię, a teraz to już coraz mniej, utożsamiać się z 40 mln 'prawdziwych' Polaków...