• Wpisów: 1279
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 107 dni temu, 13:47
  • Licznik odwiedzin: 298 133 / 3713 dni
 
austria
 
Jest w niemieckim takie fajne słowo, Mitbringsel. Ni to pamiątka, ni to upominek, bo w sumie w tym słowie zawiera się jego znaczenie, czyli coś, co przywozimy ze sobą, bez definiowania czy dla kogoś, czy dla siebie.

Kto wraca z urlopu z Austrii czy odwiedza rodzinę, odczuwa zazwyczaj potrzebę przytachania ze sobą czegoś stąd. Sprawa jest być może prosta za pierwszym razem-w końcu nieśmiertelne Mozartkugle można kupić wszędzie (a w sumie rzadko kiedy można spotkać oryginalne, te prawdziwe, bo Mirabell NIE JEST oryginalny, nawet jeśli mogłoby się tak wydawać), a pocztówki i koszulki z "no kangaroos in Austria" (encrypted-tbn2.gstatic.com/images…) też świetnie spełnią swoją rolę.

Schody zaczynają się za drugim, najdalej trzecim razem. No bo co, w czasach globalizacji wszystko jest wszędzie (vide flagowy austriacki produkt czasów globalnej wioski, czyli Red Bull!),a wiele produktów dostępnych nie tylko w AT, ale ogólnie w krajach niemieckojęzycznych dawno trafiło do Polski za pośrednictwem Lidlów i Kauflandów.

I zonk.

Ponieważ lubię regionalność i nie przyjeżdżam z pustymi rękoma, zaczęłam przeglądać regały austriackich marketów. Nowe smaki, znane smaki w nowych, austriackich ujęciach, jednym słowem postawiłam głównie na spożywkę. Powód jest prosty-t-shirty czy materiałowe torby z Klimtem są dobre dla turystów.

Co mamy na liście top x? Ano (nigdy nie mówić "ano" w Austrii, nawet spotkany Polak czuje się zdezorientowany, czy ma na pewno do czynienia z Polką) po pierwsze produkty austriackie, po drugie również rzeczy, których w Polsce zasadniczo nie ma (nie są typowo nasze, znane w naszej kuchni), ale pasują do kategorii "będzie smakowało". I wreszcie te, których w Polsce nie można kupić wszędzie, i chociaż nie są austriackie, są czymś innym i każdy się ucieszy.

Mozartkugle i torcie Sachera (kto go będzie wiózł;) ), ade!

Nieśmiertelne wafelki Mannera są o wiele lepsze! Koniecznie te, kwadratowe (czy widzicie Stephansdom na opakowaniu?) querschrift.files.wordpress.com/2010/10/man1010.jpg
Następne w kolejce są wiedeńskie Schwedenbomben firmy Niemetz.
oekastatic.orf.at/(…)niemetz1.5122188.jpg…
Tu ciekawa historia-fabryce i firmie zlokalizowanej w trzeciej dzielnicy, Landstraße, groziło niedawno bankructwo, ratowania podjęli się ludzie na fb i udało się :)
www.meinblog.at/(…)pic.php…
Dwa inne, kultowe produkty tej firmy to Swedy i Manja, słodycze kojarzące mi się z latami 80.(zawijane w sreberka, nie zaklejane)-ni to pralinka, ni to baton.
nobrainnogain.files.wordpress.com/2013/02/niemetz.jpg
Dalej lecą draże Casali*. To właściwie jedyne dostępne draże austriackie, wszystkie z nadzieniem rumowym. Mają beznadziejną reklamę (tylko kiedyś w bloku hot and not), ale who cares.
www.monarchycatering.com/(…)timthumb.php…
I Dragee Keksi by Napoli. Małe chrupiące połączenie ciasteczka z wafelkiem.
2.bp.blogspot.com/(…)2012-02-26+11.09.48.jpg…
Te akurat lepiej smakują w wersji z mleczną czekoladą, a podróbki ze Spara też od biedy mogą być.

Znawcy pierników powiedzieliby, że najlepsze są z miejscowości Mariazell, skądinąd znanej z czegoś zupełnie innego, ale Kastner (tu ciekawostka z własnego podwórka-Kastnerowie to dalsza rodzina mojego eks), zakład z tradycjami, też bardzo dobrze daje radę:
www.kastner-austria.at/?p=940

*EDIT: Jak mogłam przy Casali zapomnieć o Schokobananach ;) www.manner.com/en/index.php?idp=159&hxpage
Cdn.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego